Pracownicy Whirlpool zainstalowali sprzęt AGD w mieszkaniach treningowych (12-13 lipca 2016 r.)

Na dzień przed uroczystością otwarcia mieszkań treningowych na podwórku przy ulicy Brechta w Warszawie pojawili się pracownicy firmy Whirlpool. Przywieźli ze sobą sprzęt AGD: energooszczędne pralki, lodówki, płyty grzewcze i okapy, które były potrzebne z jednej strony, by uczynić z kawalerek samodzielne mieszkania, a z drugiej, by maksymalnie obniżyć koszty ich użytkowania.

Dostawa sprzętu była połączona z akcją wolontariatu pracowniczego – 12 lipca 11 pracowników Whirlpool pomogło przy jego instalacji. Pracownikom w czasie akcji towarzyszyli przyszli mieszkańcy kawalerek, chłopcy z Młodzieżowego Ośrodka Wychowawczego Księży Orionistów w Aninie. Dzięki ich obecności wolontariusze mieli okazję, żeby nie tylko wnieść do projektu swoje fachowe umiejętności, lecz także żeby się nimi podzielić. Chłopcy bardzo aktywnie zaangażowali się w akcję – wzięli udział w pracach instalacyjnych, a wcześniej przetransportowali sprzęt z podwórka na strych.

Pracownicy Whirlpool pojawili się w mieszkaniach treningowych również i kolejnego dnia, czyli 13 lipca, kiedy to uroczyście przekazano chłopcom klucze do mieszkań. Spotkali się wtedy z osobami kierującymi projektem z ramienia głównych partnerów: Habitat for Humanity Poland oraz Młodzieżowego Ośrodka Wychowawczego Księży Orionistów w Aninie. Najpierw ksiądz Adam Gołębiak, dyrektor Ośrodka, przedstawił im założenia trzyetapowego projektu usamodzielniania wychowanków, którego ostatnim ogniwem są mieszkania treningowe. Następnie Magdalena Ruszkowska-Cieślak, dyrektorka ds. programowych Habitat for Humanity Poland, pokazała im zdjęcia obrazujące przebieg prac remontowo-budowlanych na przestrzeni ostatniego roku.

Wolontariusze otrzymali pamiątkowe dyplomy oraz złożyli podpisy na ścianie jednej z kawalerek. Na koniec udzielili wywiadów dziennikarzom, którzy licznie przybyli na uroczystość przekazania kluczy pierwszym mieszkańcom.

Lipcowa akcja wolontariacka połączona z darowizną rzeczową nie była jedyną formą wsparcia, której Whirlpool udzielił projektowi. Firma pomagała nam przez wiele miesięcy, przeznaczając na adaptację strychu darowizny pieniężne, a także organizując dla pracowników wolontariat na placu budowy.

Pracownicy Whirlpool pojawili się na Brechta po raz pierwszy w listopadzie 2015 roku. W wolontariat zaangażowały się wtedy aż 24 osoby – 12 pracowników z Polski oraz 12 z zagranicy. Była to najbardziej międzynarodowa akcja wolontariatu pracowniczego  w historii projektu, ponieważ uczestniczyli w niej wolontariusze z aż 12 krajów: Polski, Włoch, Wielkiej Brytanii, Szwecji, Turcji, Francji, Niemiec, Słowacji, Portugalii, Hiszpanii, Holandii oraz RPA. Pracownicy z kilkunastu oddziałów Whirpool połączyli siły, by pomóc nam przy wyburzaniu starych ścian działowych i wznoszeniu nowych. Wsparli też prace związane ze zwożeniem gruzu oraz wwożeniem pustaków.

W obu akcjach wolontariackich wziął udział pan Emilian Kuriata, pracownik ośrodka przemysłowego Whirlpool we Wrocławiu, który Habitat for Humanity Poland wspiera już od wielu lat. Jak i dlaczego nam pomaga? Opowiada o tym następująco:

O historii swojego zaangażowania w prace Habitat for Humanity Poland

Pierwszy raz wziąłem udział w akcji Habitatu około 16-17 lat temu. Zakład Whirlpool przystąpił do pomocy dla Habitatu i pracownicy, którzy wyrazili chęć, mogli pojechać na jedną, drugą, trzecią budowę, żeby pomagać ludziom. Tak się wciągnąłem. Moja pierwsza budowa była w Gdańsku dla rodziny: matka z córką. Pomagaliśmy tam stawiać dom od podstaw. Potem był Józefosław pod Warszawą. Byłem tam dwa razy. Tam budowane już były duże domy, wielorodzinne. Rumunia, Macedonia – tam też budowaliśmy od podstaw domy dla Habitat for Humanity. To wszystko dzięki temu, że mój zakład, Whirlpool, pomaga fundacji. My bierzemy jeden dzień urlopu, żeby od siebie coś dać, a zakład pomaga nam w wyjeździe, pokrywa koszty. Tak pomagamy wszystkim, którzy wymagają tej pomocy.

O zaangażowaniu w projekt mieszkań treningowych przy ul. Brechta

Tutaj jestem drugi raz. Teraz już jest naprawdę cacy, można mieszkać. Nie do porównania z tym, co było w listopadzie, jak tu się tony gruzu wynosiło. Pani Magda mówiła, że kilkadziesiąt ton gruzu zniesiono na dół. A myśmy tu ileś ton cegieł podali na górę, żeby od nowa tutaj ściany postawić. Część ścian trzeba było rozwalić, bo były mury przesuwane, a potem stawiano nowe ściany.

O powodach, dla których pomaga Habitat for Humanity

Habitat to sprawdzona organizacja, która już od lat istnieje. Uważam, że działa dobrze, że można mu zaufać i pomagać. Miałem taką sytuację, że sam sobie stawiałem dom. I w trakcie budowy swojego domu wyjechałem na budowę Habitatu budować, innym pomagać. Wszyscy byli zdziwieni i pytali, dlaczego nie skończyłem jeszcze swojego domu, a jadę innym pomagać. Ale tak wypadło – można było pojechać, więc pojechałem. Mam to we krwi, tak zostałem wychowany przez rodziców, tak całe życie żyję. Cieszę się, że mogę pomagać, na tym polega życie.

O satysfakcji płynącej z wolontariatu

Kiedy spotykałem się z ludźmi, dla których budowaliśmy te domy, i widziałem ich szczęście, zadowolenie, że oni już niedługo będą mieli miejsce do zamieszkania, to było tak, że się łezka w oku kręciła, że można komuś pomóc. To mi daje największą satysfakcję: że ktoś jest szczęśliwy z mojej pomocy.